-tylko bądź tam grzeczna -powiedział z wyraźną pogardą strażnik ,który uzupełniał potrzebne jej do wyjścia na wolność dokumenty. Spojrzała na niego z zaciśniętymi ustami ,ale nic nie powiedziała . Być może powstrzymała ją pokoro ,którą zdobyła przez siedem lat spędzonych w więzieniu. Już nie była taka pewna siebie jak wtedy ,gdy ze złością i pełną przyjemnością wbijała nóż w brzuch swojemu mężowi, a potem z jeszcze większą przyjemnością spoglądała jak wykrwawia się . Pamięta to ostatnie puste spojrzenie w oczy męża. Teraz już nie chce tego pamiętać , żałowała gorzko swojego czynu. Ta niepohamowana złość ,która przepełniała ją wtedy gdy nakryła męża z czterema kobietami w łóżku była nie do opisania. Migdalił się z nimi w ich łóżku ,w który jeszcze dwa lata temu on obiecywał jej wieczność i twierdził ,że ona jest tą jedyną . To był impuls. Nie sądziła ,że jej przyjaciółka mówi prawde o rzekomych romanasch męża . Była po prostu zbyt naiwna i zbyt zakochana. No cóż,po tym wydarzeniu jej radość z zadaniu bólu mężczyznie opadła bardzo szybko i uświadomiła sobie co tak naprawdę zrobiła. Panika. Strach. Szok. Oddała się w ręce policji i za kratami spędziła kilka długich i pouczających lat ,które ją zmieniły na zawsze...
Po wypisaniu dokumentów i oddaniu rzeczy do niej należących których miała niewiele została zwolniona i wypuszczona na wolność.
Stanęła przed murami więzienia i spojrzała całkowicie zdezorientowana na otaczający ją świat.
Ruszyła przed siebie i nie obejrzała się już w strone budynku. Nie wiedziała gdzie jest i co ma dalej zrobić . Nie miała pieniędzy i dachu nad głową.
Było późne jesienne popołudnie. Słońce nad Detroit już schowało się za dużymi obskórnymi budynkami. Wiedziała ,że musi znaleźć szybko jakieś bezpieczne miesjce do przenocowania , ponieważ wieczorami to miasto zamieniało się w jedno wielkie pole bitwy na ,którym walki staczały gangi. Począwszy od tych narkotykowych po te ,które zabijały ludzi za pieniądze. Musiała uważać na siebie , bo to miejsce nie było dla takich jak ona . Tutaj żeby przeżyć trzeba było być naprawdę silnym w każdym tego słowa znaczeniu . Jeśli nie byłeś wystarczająco bystry po prostu musiałeś
udawać ,że jesteś lub po prostu spływać stąd i nie pokazywać się za często. Gangi nie patrzyły kim
jesteś i nawet jeśli nic nie zrobiłeś mogłeś zosatć wplątany w jakieś porachunki lub zostać zamordowanym przez większego powodu. Bogate dzielnice nie były wystarczająco zabezpieczone ,aby nie przesiąknąć tutejszą przestępczościa. To miasto było pułapką.
Przeszedłszy kilkaset metrów wzdłuż głównej ulicy usiadła na ławce ,która była równie paskudna jak wszystko wokół. Rozmyślała co dalej zrobić . Jedynym pomysłem ,który przyszedł jej do głowy to pójść domu jej przyjaciółki z nadzieją ,że ona wciąż tam mieszka.
W Detriot mieszkała od urodzenia i znała je dobrze dopóki nie trafiła za kratki dużo się tutaj zmieniło. Wszystko było tutaj takie smutne ,ale mimo wszystko ludzie chcieli żyć tutaj normalnie.
To nie było łatwe.
Rozejrzała się wokół i próbowała się odnaleźć. Gdy dotarła do małego szaro-niebieskiego budynku uświadomiła sobie ,że to był kiedyś sklep. Tam było wszystko czego potrzebowała tutejsza społeczność. Prowadziła go czarnoskóra Latika Vess ,ktorej mąż był kierowcą i przywoził towary do sklepu. Całkiem dobrze im się żyło.
Byli szanowani przez okolicznych mieszakncow tej dzielnicy ,gdyż bylo to jedyne miejsce ,gdzie
mozna bylo kupic cokolwiek do jedzenia. Było to także miejsce spotkań.Ludzie rozmawiali tutaj o ostatnich wydarzeniach i o życiu. Dyskutowali też także na tematy ,które przeczytali w gazetach jakie Latika raz na tydzien sprowadzała z pobliskiej drukarni ,która mimo niewystarczajacych srodkow na jej utrzymanie caly czas jakos istaniała. Teraz już po tym miesjcu nic nie pozostalo oprócz pustego budynku. Nie wiadomo dlaczego już go nie ma.
Skręciła w ulice za sklepem i rozpoznała ją. Szła kawałek brukowym chodnikiem i przeszła na drugą strone i widziała już dom przyjaciółki -Marthy Wayne .
Stanęła przy wyskoim klonie ,ktorego złoto-czerwone liscie juz prawie calkiem opadly i spojrzała na budynek , był duży i drewniany . Z daleko wyglądał na schludnie i porządnie jednak kiedy podeszło się blisko prawie pod same shcody było widać próchniejące i odpadające deski. I złuszczoną żółtą farbe.
"Kilka lat temu wyglądał tak świeżo" -pomyślała. "Był nowy i niezamieszkany"
Przez chwile nasunęła się jej myśl ,że Martha może już tutaj nie mieszka.
Zawsze powtarzała ,że to miejsce ją osacza. W swoich poczynaniach Martha Wayne wydawała się być bardzo rozsądną i pogodną osobą ,ale tak naprawdę była pełna obaw i starchu. Jej mąż był nieludzko despotyczny. Chciał mieć władze nad wszystkim . Martha nie umiała się od niego uwolnić. Stała się zamknięta na świat i troche przygnębiona, jednak była niezłą aktorką ,bo w życiu codziennym zgrywała pozory dobrej żony , pracownicy i matki (urodziła córkę LaToye. Dzisiaj musi mieć około 8 lat ) .Ciekawe co teraz się z nią dzieje.? Czy jeśli tu mieszka to jak zareaguje na jej wizyte? Podczas procesu Martha nie pojawiła się ani razu. Ostatni raz widziala ją na sądowym korytarzu kiedy wyprowadzali ją w kajdankach. Moze nie miała odwagi ,aby uczestniczyć w tym wszystkim? Martha spojrzała na nią z przerażeniem wyglądała na zatroskaną ,bo pani Wayne była faktycznie troskliwa i życzliwa ,ale życie ją zmieniło jednkaże nie na tyle ,aby zatracić do końca te cechy. Tak przynajmniej myślała ,ale nie wiedziala tego.
Postanowiła zaryzykowac i zapukać do drzwi ....